czwartek, 26 listopada 2015

Z dziennika pokładowego s/y Zawisza Czarny, czyli już po rejsie!

 
Czwartek 19.11.15

Gdynia powitała nas słońcem i piękną, ale wietrzną pogodą. Prognoza mówi o
bardzo silnym wietrze na Bałtyku. Zastanawiamy się jak będzie w tych bardzo
ciężkich warunkach. Czy wypłyniemy w stronę Szwecji, czy pierwszą noc
spędzimy w porcie.
Wszyscy pomału okrętują się na Zawiszę, wachta kambuzowa razem z kucharzem
sztauje zapasy na nasz czterodniowy rejs. Jest tego bardzo dużo, ale w końcu
załoga bardzo liczna.

 
 
Około godziny 1200 wszyscy zbieramy się na achterdeku na pierwsze spotkanie z
kapitanem Kaukazem, kapitanem stażystą Miłoszem i starszym oficerem Brunem.
Zaraz po powitaniu Kaukaz rozwiewa nasze wątpliwości. Na Bałtyku szaleje
sztorm, wiatr wiejący z siłą 10 stopni w skali Beauforta przekreśla nasze
szanse na osiągnięcie szwedzkiego portu.
Wszyscy są trochę zawiedzeni, ale zaraz zaczynamy zajęcia w wachtach. Trochę
o tym jakie będą zadania
poszczególnych wacht, trochę o bezpieczeństwie. No i oczywiście trzeba się
poznać.
Później na temat bezpieczeństwa i zachowania na żaglowcu opowiada już Bruno.
Każdy, kto go zna choć trochę wie, że aż miło posłuchać.

Po kolacji, wieczorem nauka picia marynarskiego rumu i śpiewania szant.
Kaukaz z gitarą daje koncert najwyższej próby.
 

Piątek 20.11.2015

Pobudka, uroczyste podniesienie bandery, śniadanie i oddajemy cumy. Nasz cel
– Hel.
Pomimo prognoz zapowiadających wiatr 7 wieje 2. Stawiamy bryfoka – ponad 100
metrów żagla na rei – jest co robić.
Po drodze nie lada atrakcja – na prawej burcie wynurza się z wody niemiecki
okręt podwodny.
Na wieczór stajemy na Helu.
Przed kolacją większość załogi idzie do tawerny Kutter, której specjalność –
piwo z wiśniami – jest znana na całym wybrzeżu.
Wieczorem kolejny koncert w kubryku.
Kurczę, ale jest fajnie.

 
Sobota 21.11.2015

Dziś nasz cel to pełne morze. Wyjście dokąd się da, zwrot i powrót na
niedzielę do Gdyni.
Jak to na morzu – od planów do realizacji jeden krok. Uroczyste podniesienie
bandery, śniadanie i oddajemy cumy. Kurs 037.
Po wypłynięciu za Półwysep Helski już wiadomo jak trafna była decyzja o
pozostaniu w porcie w sobotę.
Zawisza kiwa się na martwej fali dopiero godzinę, a już część załogi oddaje
hołd Neptunowi na zawietrznej burcie.
Ale by się działo jak byśmy wyszli przy wietrze 10…

Kursem w morze idziemy do 2300. O 2250 podrywa nas muzyka dla uszu każdego
Zawiszaka – alarm do żagli. Do zwrotu przez rufę!
Wachta pierwsza – bomkliwer, wachta druga – sztafok, wachta trzecia –
grot-sztaksel, wachta czwarta – bezan.
Jak zostało napisane w dzienniku jachtowym: 2300 rozpoczęcie manewru zwrot
przez rufę, 2340 zakończenie manewru zwrot przez rufę.
Niesamowite dla tych co pływali mniejszymi jednostkami – zwrot przez rufę na
Zawiszy trwa 40 minut!

Po zwrocie kurs 217 i ruszamy w drogę powrotną do Gdyni.
 

W niedzielę 22.11.2015 około 0800 obkładamy cumy przy nabrzeżu.

Klar osobisty, klar pomieszczeń gospodarczych i mieszkalnych i uroczyste
zakończenie rejsu.
Znowu jak pierwszego dnia załoga stoi w komplecie na achterdeku.
Twarze trochę zmęczone ale szczęśliwe, uśmiechnięte. To tylko cztery dni, a
wydaje się jakby nie było nas dni kilkanaście.
Rozdanie opinii z rejsu, kilka słów od każdego ze stałej załogi i
uściśnięcie dłoni. Pewne, silne i takie proste.
Stoję i zastanawiam się ile z tych twarzy zobaczę na przyszłorocznej edycji
rejsu Harpaganów na Zawiszy Czarnym?
Co zrobić, żeby pomieścić ich wszystkich?
Nowe znajomości, przyjaźnie – jak zwykle na rejsie. Wspólne obieranie
ziemniaków, nocne wachty i wołanie dorszy – to zbliża.
Przecież przez te cztery dni polegaliśmy na sobie nawzajem przez 24 godziny
na dobę. Gdzie nam będzie lepiej?



Na koniec, kilka słów o kimś, kogo nie było widać za często, ale kto miał
olbrzymi wpływ na morale załogi.
Mowa oczywiście o kuku.
Myślę, że szybko nie zapomnę dorsza w krewetkowym sosie, przepysznie
przyprawionej wątróbki, bigosu i placków z jabłkami.
Naprawdę wielki szacunek…

Do zobaczenia za rok Zawiszowi Harpagani!

Oficer I wachty.
JSM Bartek Bajewski
zdjęcia dzięki uprzejmości Wojtka Bojewskiego

wtorek, 17 listopada 2015

Jesienny rejs żaglowcem s/y Zawisza Czarny, czyli jak przetrwać na morzu

19 listopada 2015 roku będzie dla niektórych młodych żeglarzy pionierskim rejsem po Morzu Bałtyckim, na pokładzie trochę większego, niż te znane z Mazur, czy Zegrza, żaglowca s/y Zawisza Czarny.
To dzielny żaglowiec, o pięknej historii, której nie będziemy Wam tu opisywać. Zgłębić swoją wiedzę możecie tu.

Rejs na Zawiasie to nie rekreacja. Poczujesz się jak za czasów, kiedy rodzice wsadzali Cię do autokaru i kazali jechać na jakiś obóz, gdzieś daleko, gdzie wszyscy mieli w nosie, czy i co masz ochotę jeść, czy chce lub nie chce Ci się spać, kazali sprzątać, wychodzić na apel i stawiać się na porannym rozruchu.

I podobnie jest tu. Twoje obecne stanowisko czy wykształcenie nikogo tu nie obchodzi. Tutaj jesteś częścią załogi a o Twojej pozycji decyduje tylko i wyłącznie funkcja, którą pełnisz - załogant, starszy wachty, oficer wachtowy, chief, bosman, kapitan - jeśli to Twój pionierski rejs, Twoja funkcja to załogant, czyli mały trybik od brudnej, acz ważnej roboty.

ale o czym my tu... a więc my tu o tym jak przetrwać i wrócić z tarczą a nie na tarczy.

Co zabrać?
 1. ciepłe, oddychające ciuchy - to bezwzględna podstawa: czapka, rękawiczki (najlepiej kilka sztuk), polar, windstopper, sweter, t-shirty, rajstopki też mile widziane,
2. sztormiak - spodnie i kurtka. Idealnie techniczne, dobrej żeglarskiej firmy, ale może być też zwykły, gumowy komplet przeciwdeszczowy (kurtka i spodnie),
3. środki do higieny osobistej mogą się przydać - na pewno szczoteczka do zębów, pasta i ręcznik, pozostałe rzeczy (mydło, golarka, kremy) pewnie tylko się z Tobą przepłyną, niewykorzystane,
4. kalosze lub inne odporne na wodę obuwie (idealnie 2 pary),
5. pidżama nie będzie Ci potrzebna - najpewniej ze zmęczenia nie będziesz mieć siły się przebrać, ale gdybyś jednak siłę miał - lepiej sprawdzi się dres i T-shirt (pod pokładem jest naprawdę ciepło),
6. dokumenty, znaczy paszport (jeśli nie masz, dowód osobisty tez może być), jakaś kasa,
7. śpiwór i ulubiony jasiek - namiastka domu ;)

Czego bezwzględnie nie robić?
1. nie dyskutować ze starszym stopniem,
2. nie spać na wachcie!
3. nie sikać ani nie rzygać na nawietrzną,
4. nie denerwować Ryśka mechanika (lepiej szerokim łukiem omijać a w obliczu konfrontacji grzecznie się kłaniać i przytakiwać),
5. nie unikać prac w kuchni - i tak Cię dopadną, a co mają gadać po kątach, że się od roboty migasz,

Czego w miarę możliwości nie robić?
1. nie chodzić do toalety, kiedy buja (toaleta = małe, klaustrofobiczne pomieszczenie = rzyganie) ,
2. nie wyjadać z lodówki po nocy,
3. nie jeść orzechów, bo w powrotnej drodze mogą uszkodzić zęby,
4. nie spać na nie swojej koi (zmęczony po wachcie właściciel może brutalnie pogonić a po co?)

A tak na koniec - rejs Zawiszą jest prawdziwą przygodą. Warto choć raz popłynąć i się sprawdzić. Wrócisz do domu dumny i szczęśliwy, że masz dom stabilny, osadzony na pewnych fundamentach :)