Załoga Volvo Car Poland Sp. z o.o.:
Po egzaminie w McDonald's...
Idzie zima, śniegu nie ma,
A okazja się nadarza,
Zróbmy patent na żeglarza.
Czy sobota czy niedziela
Rano się brygada zbiera
I wyrusza na jezioro
Zrobić ruf i sztagów sporo
A po drodze w Nieporęcie
Jest McDonald's na zakręcie
Kawa, ciacho, czekoladka
Już energię ma gromadka
Choć ubrani jak bałwanki
Nie jedziemy dziś na sanki
Ranek nas przywitał chłodem
Łajba ostro skuta lodem
Więc łapiemy się za szczoty
By odszronić foka szoty
Silnik gdacze nam wesoło
Bo ma w brzuszku whisky z colą
My mu w gaz a on zgasł
Odpalamy jeszcze raz
Wszystkie żagle postawione
"Bajdełejem" w lewą stronę
Ledwo opuścimy keję
A już Magda w portki leje
Sprawa ważna więc wracamy
Męczyć Madzi się nie damy
Fizjologia załatwiona
Teraz trzeba zjeść batona
Bo gdy człowiek się wygłodzi
Żaden manewr nie wychodzi
Szanty pora już zaczynać
I na dziobie się wyginać
Foty strzelać i pozować
I na fejsie się tagować
Tak jak woda jest dla ryby
Jak grzybiarza cieszą grzyby
Tak jak z deszczu słynie Szkocja
Tym jest dla Szymona locja
Takie znaki kardynalne:
Kulki żółte, kulki czarne
Gdzie podwodne są kamienie
Recytuje na życzenie
A w południe, dobrze wiecie
Wszyscy myślą o kotlecie
Silnik jednak nie chce gadać
To na żaglach trzeba spadać
Po obiedzie pełne brzuchy
Nie chcą pływać już łasuchy
A tu nas instruktor pędzi
Znowu zwroty trzeba kręcić
I uwagę ciągle zwraca:
"Żagle to jest ciężka praca!
Na wakacjach nie jesteście
Do roboty się więc weźcie!"
Na pokładzie jest wesoło
Jakiś gapa zgubił koło
Oko stoi, daje znaka
Trzeba wracać po biedaka
Zygmunt krzyczy:"olaboga!
To dopiero jest załoga!"
Piotrek - oko na człowieka
A Dorota z dzidą czeka!
Bajdewindem podpłyniemy
Z prawej burty go wyjmiemy
Człowiek w wodzie grzecznie czeka
Już jesteśmy u człowieka
Tak bliziutko, o metr stąd,
Aż tu nagle martwy kąt!
W linii wiatru utknął dziób
Manewr awaryjny rób!
Prędkości łajbie nadamy
Do półwiatru odpadamy
5 długości odpłyniemy
W bajdewindzie go weźmiemy!
Ale jacht się nas nie słucha
Niekontrolowana rufa!
Nas to jednak nie przejmuje,
Humor wciąż nam dopisuje
Człowiek tam za burtą marznie
A załodze coraz raźniej
Śmiechy, chichy, fotki strzela
Zostawili przyjaciela
Ale nie ma co się smucić
Sam tu chętnie do nas wróci!
Bo z załogą tak wesołą
Wpław przypłynie nawet koło!
Załoga Volvo Car Poland Sp. z o.o.
11.11.2015, Zalew Zegrzyński
Zapraszamy na naszą stronę - oferta kursów i rejsów na 2016 już gotowa:
www.sztormgrupa.pl
wtorek, 29 grudnia 2015
czwartek, 24 grudnia 2015
Wigilia Inaczej
Patrzysz w prawo – woda. Patrzysz w lewo – woda. Do tyłu –
woda. Do przodu – to samo.
Pomyśleć, że jeszcze parę miesięcy temu nie mogłem nacieszyć
oczu tym widokiem. Dziś, 24 grudnia, chce mi się rzygać od tego, choć nie
jestem chory, ani nigdy nie chorowałem na chorobę morską.
Szczęście, że wiatr od paru tygodni był łagodny, w porywach –
rzadkich zresztą - nie przekraczał 5 stopni
w skali Beauforta, fale kołysały spokojnie. Dało się żyć pod pokładem.
Bo wyobrażasz sobie nie móc zrobić porannej, ulubionej kawy?
Ja też sobie nie wyobrażałem, do czasu gdy razem z przyjacielem, którego znam
odkąd sięga moja pamięć, wpadliśmy na pomysł okrążenia świata na jachcie.
Usiadłem na burcie i zapatrzyłem się w jakiś nieistniejący
punkt; oczyma wyobraźni widziałem moją matkę, ciotkę i babkę, jak sprzeczając
się o wybór obrusu na stół wigilijny mieszają w garach. Aż ciepło mi się na
sercu zrobiło. Albo, jak moja mała siostra orbituje wokół mnie i zasypuje
pytaniami – Adrian, kiedy będzie Mikołaj?
Adrian, co jest w tej misce? Adi, co dostaniesz na święta? Byłeś grzeczny?
Przeszedłem się po naszej łajbie – Marco Polo II – i
sprawdziłem po raz kolejny tego wieczora
czy wszystko jest sklarowane jak należy. Bardzo rutynowe zajęcie i nudne do
tego, ale nic innego nie miałem do roboty. Dzisiaj była kolej Łukasza na obiad
i porządek pod pokładem, a ja sterowałem i sprzątałem na pokładzie. Laminat
lśnił, niemal widziałem w nim własną opaloną twarz, wszelkie krawaty równo
przywiązane, fały i szoty poukładane że mucha nie siada, nawet wypolerowałem
kotwicę i poukładałem rzeczy w schowkach pod siedzeniami. Jeszcze nigdy w życiu nie byłem taki
porządny… albo tak bardzo mi się nudziło. Spodziewałem się przygody życia, ale
tego raczej nie wpisałbym do Księgi Przygód. Który to raz, gdy rzeczywistość
tak boleśnie odstaje od marzeń?
Do czorta, wzięło mi się za jakieś filozoficzne dyrdymały!
Jak morze zmienia ludzi, przerażające! Chyba jeszcze gorsze było to, że Łukasz
zabarykadował się na dole i za żadne skarby świata mnie nie wpuszczał. Na nic
się zdały prośby, groźby, błagania, ani pełny pęcherz. Burczało mi w brzuchu,
bolały plecy, byłem wściekły. Niech ja go tylko dostanę, pożałuje, że się
urodził.
Siedząc skulony usłyszałem, jak otwiera właz. Nie wierząc,
popatrzyłem na uśmiechniętą twarz kumpla.
- Choć, Adrian!
- Choć, Adrian!
Dwa razy nie trzeba było mi tego mówić. Zerwałem się i
przecisnąłem na dół, a zapach, jaki mnie powitał sprawił, że wszystkie smutki
świata gdzieś zniknęły.
Na rozkładanym stoliku po środku leżał biały kawał materiału,
w którym rozpoznałem chustę od jego dziewczyny, a na niej stało kilka
potraw.
Wiedziałem, że dobrze gotował, ale aż tak? Po zapachu
rozpoznałem, że parę dań było zakupionych w sklepie jeszcze przed rejsem, jak
barszcz w dzbanku albo moje ulubione śledzie.
- Ale… jak?!
- Pomyślałem o tym wcześniej i trzymałem skrzynkę ze składnikami z dala od ciebie. I tak cud, że się udało.
- Nie do wiary – pokręciłem głową.
- Prawda? No, ale ja też nie jadłem. To co? – Łukasz był tradycjonalistą; obowiązkowo podzieliliśmy się chlebem imitującym opłatek… przecież w sumie pierwszym opłatkiem był chleb. Zjedliśmy tę dosyć prowizoryczną Wigilię, niewiele zostało na później, ale jeszcze o tym nie myśleliśmy. Zadzwoniliśmy do rodzin – szczerze mówiąc popłakałem się, gdy Laura zadała mi pytanie, czy na morze przychodzi Święty Mikołaj.
Potem odmówiliśmy razem modlitwę i – choć było to jeszcze większym cudem, niż to całe żarcie – Łukasz namówił mnie do odśpiewania kolędy.
- Ale… jak?!
- Pomyślałem o tym wcześniej i trzymałem skrzynkę ze składnikami z dala od ciebie. I tak cud, że się udało.
- Nie do wiary – pokręciłem głową.
- Prawda? No, ale ja też nie jadłem. To co? – Łukasz był tradycjonalistą; obowiązkowo podzieliliśmy się chlebem imitującym opłatek… przecież w sumie pierwszym opłatkiem był chleb. Zjedliśmy tę dosyć prowizoryczną Wigilię, niewiele zostało na później, ale jeszcze o tym nie myśleliśmy. Zadzwoniliśmy do rodzin – szczerze mówiąc popłakałem się, gdy Laura zadała mi pytanie, czy na morze przychodzi Święty Mikołaj.
Potem odmówiliśmy razem modlitwę i – choć było to jeszcze większym cudem, niż to całe żarcie – Łukasz namówił mnie do odśpiewania kolędy.
A Ty? Jak spędzisz święta?
sobota, 5 grudnia 2015
Żeglować każdy może!
Do niedawna uważałem, że nie każdy może zostać żeglarzem, że to sport dla wąskiej grupy ludzi. Myliłem się.
Żeglarstwo to sport, styl życia, sposób spędzania wolnego czasu absolutnie dla każdego. Nie każdy musi zostać mistrzem, ale każdy może wejść na jacht, nauczyć się podstaw żeglarstwa i ruszyć w swój pierwszy rejs. Można żeglować w pojedynkę, można z załogą, można uczestniczyć w rejsie bez żadnego doświadczenia ani wiedzy i czerpać radość z przebywania na jachcie.
Żeglują przecież całe rodziny, z małymi dziećmi, bywa że nawet z niemowlakami. Z drugiej strony nie ma takiego wieku, w którym trzeba już zakończyć kontakt z wodą, można spotkać żeglarzy w wieku ponad 80 lat. I to jest fantastyczne w żeglarstwie!
Większość sportów w pewnym momencie życia trzeba porzucić - żeglować można do późnej starości. Wszak żeglarstwo to nie sport, to styl życia.
Żeglują niewidomi - projekt pt. "Zobaczyć morze", żeglują osoby niepełnosprawne - w ostatnim roku żeglarzem u nas został Edwin, który do pomostu dojeżdżał na wózku, a potem wsiadał na jacht i rozwijał żagle. To tylko kolejne dowody, że nie ma przeszkód, że każdy może zostać żeglarzem!
I nie ma się tu czego wstydzić, mało kto z nas nauczył się żeglarstwa w dzieciństwie, większość stawia pierwsze kroki w dojrzałym już momencie życia. I o to chodzi - zamiast rozwiązywać krzyżówki przed telewizorem, wyjdź z domu, przyjedź nad wodę, wejdź na jacht i żegluj, poczuj wiatr we włosach!
Marek Waszczuk
Żeglarstwo to sport, styl życia, sposób spędzania wolnego czasu absolutnie dla każdego. Nie każdy musi zostać mistrzem, ale każdy może wejść na jacht, nauczyć się podstaw żeglarstwa i ruszyć w swój pierwszy rejs. Można żeglować w pojedynkę, można z załogą, można uczestniczyć w rejsie bez żadnego doświadczenia ani wiedzy i czerpać radość z przebywania na jachcie.
Żeglują przecież całe rodziny, z małymi dziećmi, bywa że nawet z niemowlakami. Z drugiej strony nie ma takiego wieku, w którym trzeba już zakończyć kontakt z wodą, można spotkać żeglarzy w wieku ponad 80 lat. I to jest fantastyczne w żeglarstwie!
Większość sportów w pewnym momencie życia trzeba porzucić - żeglować można do późnej starości. Wszak żeglarstwo to nie sport, to styl życia.
Żeglują niewidomi - projekt pt. "Zobaczyć morze", żeglują osoby niepełnosprawne - w ostatnim roku żeglarzem u nas został Edwin, który do pomostu dojeżdżał na wózku, a potem wsiadał na jacht i rozwijał żagle. To tylko kolejne dowody, że nie ma przeszkód, że każdy może zostać żeglarzem!
I nie ma się tu czego wstydzić, mało kto z nas nauczył się żeglarstwa w dzieciństwie, większość stawia pierwsze kroki w dojrzałym już momencie życia. I o to chodzi - zamiast rozwiązywać krzyżówki przed telewizorem, wyjdź z domu, przyjedź nad wodę, wejdź na jacht i żegluj, poczuj wiatr we włosach!
czwartek, 26 listopada 2015
Z dziennika pokładowego s/y Zawisza Czarny, czyli już po rejsie!
Czwartek 19.11.15
Gdynia powitała nas słońcem i piękną, ale wietrzną pogodą. Prognoza mówi o
bardzo silnym wietrze na Bałtyku. Zastanawiamy się jak będzie w tych bardzo
ciężkich warunkach. Czy wypłyniemy w stronę Szwecji, czy pierwszą noc
spędzimy w porcie.
Wszyscy pomału okrętują się na Zawiszę, wachta kambuzowa razem z kucharzem
sztauje zapasy na nasz czterodniowy rejs. Jest tego bardzo dużo, ale w końcu
załoga bardzo liczna.
Około godziny 1200 wszyscy zbieramy się na achterdeku na pierwsze spotkanie z
kapitanem Kaukazem, kapitanem stażystą Miłoszem i starszym oficerem Brunem.
Zaraz po powitaniu Kaukaz rozwiewa nasze wątpliwości. Na Bałtyku szaleje
sztorm, wiatr wiejący z siłą 10 stopni w skali Beauforta przekreśla nasze
szanse na osiągnięcie szwedzkiego portu.
Wszyscy są trochę zawiedzeni, ale zaraz zaczynamy zajęcia w wachtach. Trochę
o tym jakie będą zadania
poszczególnych wacht, trochę o bezpieczeństwie. No i oczywiście trzeba się
poznać.
Później na temat bezpieczeństwa i zachowania na żaglowcu opowiada już Bruno.
Każdy, kto go zna choć trochę wie, że aż miło posłuchać.
Po kolacji, wieczorem nauka picia marynarskiego rumu i śpiewania szant.
Kaukaz z gitarą daje koncert najwyższej próby.
Piątek 20.11.2015
Pobudka, uroczyste podniesienie bandery, śniadanie i oddajemy cumy. Nasz cel
– Hel.
Pomimo prognoz zapowiadających wiatr 7 wieje 2. Stawiamy bryfoka – ponad 100
metrów żagla na rei – jest co robić.
Po drodze nie lada atrakcja – na prawej burcie wynurza się z wody niemiecki
okręt podwodny.
Na wieczór stajemy na Helu.
Przed kolacją większość załogi idzie do tawerny Kutter, której specjalność –
piwo z wiśniami – jest znana na całym wybrzeżu.
Wieczorem kolejny koncert w kubryku.
Kurczę, ale jest fajnie.
Sobota 21.11.2015
Dziś nasz cel to pełne morze. Wyjście dokąd się da, zwrot i powrót na
niedzielę do Gdyni.
Jak to na morzu – od planów do realizacji jeden krok. Uroczyste podniesienie
bandery, śniadanie i oddajemy cumy. Kurs 037.
Po wypłynięciu za Półwysep Helski już wiadomo jak trafna była decyzja o
pozostaniu w porcie w sobotę.
Zawisza kiwa się na martwej fali dopiero godzinę, a już część załogi oddaje
hołd Neptunowi na zawietrznej burcie.
Ale by się działo jak byśmy wyszli przy wietrze 10…
Kursem w morze idziemy do 2300. O 2250 podrywa nas muzyka dla uszu każdego
Zawiszaka – alarm do żagli. Do zwrotu przez rufę!
Wachta pierwsza – bomkliwer, wachta druga – sztafok, wachta trzecia –
grot-sztaksel, wachta czwarta – bezan.
Jak zostało napisane w dzienniku jachtowym: 2300 rozpoczęcie manewru zwrot
przez rufę, 2340 zakończenie manewru zwrot przez rufę.
Niesamowite dla tych co pływali mniejszymi jednostkami – zwrot przez rufę na
Zawiszy trwa 40 minut!
Po zwrocie kurs 217 i ruszamy w drogę powrotną do Gdyni.
W niedzielę 22.11.2015 około 0800 obkładamy cumy przy nabrzeżu.
Klar osobisty, klar pomieszczeń gospodarczych i mieszkalnych i uroczyste
zakończenie rejsu.
Znowu jak pierwszego dnia załoga stoi w komplecie na achterdeku.
Twarze trochę zmęczone ale szczęśliwe, uśmiechnięte. To tylko cztery dni, a
wydaje się jakby nie było nas dni kilkanaście.
Rozdanie opinii z rejsu, kilka słów od każdego ze stałej załogi i
uściśnięcie dłoni. Pewne, silne i takie proste.
Stoję i zastanawiam się ile z tych twarzy zobaczę na przyszłorocznej edycji
rejsu Harpaganów na Zawiszy Czarnym?
Co zrobić, żeby pomieścić ich wszystkich?
Nowe znajomości, przyjaźnie – jak zwykle na rejsie. Wspólne obieranie
ziemniaków, nocne wachty i wołanie dorszy – to zbliża.
Przecież przez te cztery dni polegaliśmy na sobie nawzajem przez 24 godziny
na dobę. Gdzie nam będzie lepiej?
Na koniec, kilka słów o kimś, kogo nie było widać za często, ale kto miał
olbrzymi wpływ na morale załogi.
Mowa oczywiście o kuku.
Myślę, że szybko nie zapomnę dorsza w krewetkowym sosie, przepysznie
przyprawionej wątróbki, bigosu i placków z jabłkami.
Naprawdę wielki szacunek…
Do zobaczenia za rok Zawiszowi Harpagani!
Oficer I wachty.
JSM Bartek Bajewski
zdjęcia dzięki uprzejmości Wojtka Bojewskiego
wtorek, 17 listopada 2015
Jesienny rejs żaglowcem s/y Zawisza Czarny, czyli jak przetrwać na morzu
19 listopada 2015 roku będzie dla niektórych młodych żeglarzy pionierskim rejsem po Morzu Bałtyckim, na pokładzie trochę większego, niż te znane z Mazur, czy Zegrza, żaglowca s/y Zawisza Czarny.
To dzielny żaglowiec, o pięknej historii, której nie będziemy Wam tu opisywać. Zgłębić swoją wiedzę możecie tu.
Rejs na Zawiasie to nie rekreacja. Poczujesz się jak za czasów, kiedy rodzice wsadzali Cię do autokaru i kazali jechać na jakiś obóz, gdzieś daleko, gdzie wszyscy mieli w nosie, czy i co masz ochotę jeść, czy chce lub nie chce Ci się spać, kazali sprzątać, wychodzić na apel i stawiać się na porannym rozruchu.
I podobnie jest tu. Twoje obecne stanowisko czy wykształcenie nikogo tu nie obchodzi. Tutaj jesteś częścią załogi a o Twojej pozycji decyduje tylko i wyłącznie funkcja, którą pełnisz - załogant, starszy wachty, oficer wachtowy, chief, bosman, kapitan - jeśli to Twój pionierski rejs, Twoja funkcja to załogant, czyli mały trybik od brudnej, acz ważnej roboty.
ale o czym my tu... a więc my tu o tym jak przetrwać i wrócić z tarczą a nie na tarczy.
Co zabrać?
1. ciepłe, oddychające ciuchy - to bezwzględna podstawa: czapka, rękawiczki (najlepiej kilka sztuk), polar, windstopper, sweter, t-shirty, rajstopki też mile widziane,
2. sztormiak - spodnie i kurtka. Idealnie techniczne, dobrej żeglarskiej firmy, ale może być też zwykły, gumowy komplet przeciwdeszczowy (kurtka i spodnie),
3. środki do higieny osobistej mogą się przydać - na pewno szczoteczka do zębów, pasta i ręcznik, pozostałe rzeczy (mydło, golarka, kremy) pewnie tylko się z Tobą przepłyną, niewykorzystane,
4. kalosze lub inne odporne na wodę obuwie (idealnie 2 pary),
5. pidżama nie będzie Ci potrzebna - najpewniej ze zmęczenia nie będziesz mieć siły się przebrać, ale gdybyś jednak siłę miał - lepiej sprawdzi się dres i T-shirt (pod pokładem jest naprawdę ciepło),
6. dokumenty, znaczy paszport (jeśli nie masz, dowód osobisty tez może być), jakaś kasa,
7. śpiwór i ulubiony jasiek - namiastka domu ;)
Czego bezwzględnie nie robić?
1. nie dyskutować ze starszym stopniem,
2. nie spać na wachcie!
3. nie sikać ani nie rzygać na nawietrzną,
4. nie denerwować Ryśka mechanika (lepiej szerokim łukiem omijać a w obliczu konfrontacji grzecznie się kłaniać i przytakiwać),
5. nie unikać prac w kuchni - i tak Cię dopadną, a co mają gadać po kątach, że się od roboty migasz,
Czego w miarę możliwości nie robić?
1. nie chodzić do toalety, kiedy buja (toaleta = małe, klaustrofobiczne pomieszczenie = rzyganie) ,
2. nie wyjadać z lodówki po nocy,
3. nie jeść orzechów, bo w powrotnej drodze mogą uszkodzić zęby,
4. nie spać na nie swojej koi (zmęczony po wachcie właściciel może brutalnie pogonić a po co?)
A tak na koniec - rejs Zawiszą jest prawdziwą przygodą. Warto choć raz popłynąć i się sprawdzić. Wrócisz do domu dumny i szczęśliwy, że masz dom stabilny, osadzony na pewnych fundamentach :)
To dzielny żaglowiec, o pięknej historii, której nie będziemy Wam tu opisywać. Zgłębić swoją wiedzę możecie tu.
Rejs na Zawiasie to nie rekreacja. Poczujesz się jak za czasów, kiedy rodzice wsadzali Cię do autokaru i kazali jechać na jakiś obóz, gdzieś daleko, gdzie wszyscy mieli w nosie, czy i co masz ochotę jeść, czy chce lub nie chce Ci się spać, kazali sprzątać, wychodzić na apel i stawiać się na porannym rozruchu.
I podobnie jest tu. Twoje obecne stanowisko czy wykształcenie nikogo tu nie obchodzi. Tutaj jesteś częścią załogi a o Twojej pozycji decyduje tylko i wyłącznie funkcja, którą pełnisz - załogant, starszy wachty, oficer wachtowy, chief, bosman, kapitan - jeśli to Twój pionierski rejs, Twoja funkcja to załogant, czyli mały trybik od brudnej, acz ważnej roboty.
ale o czym my tu... a więc my tu o tym jak przetrwać i wrócić z tarczą a nie na tarczy.
Co zabrać?
1. ciepłe, oddychające ciuchy - to bezwzględna podstawa: czapka, rękawiczki (najlepiej kilka sztuk), polar, windstopper, sweter, t-shirty, rajstopki też mile widziane,
2. sztormiak - spodnie i kurtka. Idealnie techniczne, dobrej żeglarskiej firmy, ale może być też zwykły, gumowy komplet przeciwdeszczowy (kurtka i spodnie),
3. środki do higieny osobistej mogą się przydać - na pewno szczoteczka do zębów, pasta i ręcznik, pozostałe rzeczy (mydło, golarka, kremy) pewnie tylko się z Tobą przepłyną, niewykorzystane,
4. kalosze lub inne odporne na wodę obuwie (idealnie 2 pary),
5. pidżama nie będzie Ci potrzebna - najpewniej ze zmęczenia nie będziesz mieć siły się przebrać, ale gdybyś jednak siłę miał - lepiej sprawdzi się dres i T-shirt (pod pokładem jest naprawdę ciepło),
6. dokumenty, znaczy paszport (jeśli nie masz, dowód osobisty tez może być), jakaś kasa,
7. śpiwór i ulubiony jasiek - namiastka domu ;)
Czego bezwzględnie nie robić?
1. nie dyskutować ze starszym stopniem,
2. nie spać na wachcie!
3. nie sikać ani nie rzygać na nawietrzną,
4. nie denerwować Ryśka mechanika (lepiej szerokim łukiem omijać a w obliczu konfrontacji grzecznie się kłaniać i przytakiwać),
5. nie unikać prac w kuchni - i tak Cię dopadną, a co mają gadać po kątach, że się od roboty migasz,
Czego w miarę możliwości nie robić?
1. nie chodzić do toalety, kiedy buja (toaleta = małe, klaustrofobiczne pomieszczenie = rzyganie) ,
2. nie wyjadać z lodówki po nocy,
3. nie jeść orzechów, bo w powrotnej drodze mogą uszkodzić zęby,
4. nie spać na nie swojej koi (zmęczony po wachcie właściciel może brutalnie pogonić a po co?)
A tak na koniec - rejs Zawiszą jest prawdziwą przygodą. Warto choć raz popłynąć i się sprawdzić. Wrócisz do domu dumny i szczęśliwy, że masz dom stabilny, osadzony na pewnych fundamentach :)
piątek, 30 października 2015
JEDNODNIOWY KURS MOTOROWODNY
Zastanawialiśmy się ostatnio nad poszerzeniem naszej oferty.
Robiliśmy przegląd konkurencji i wpadliśmy na ciekawy temat - JEDNODNIOWE KURSY MOTOROWODNE.
Jednego dnia zaliczasz wykłady, manewrówkę i zdajesz egzamin.
To jest naturalnie bardzo dobry temat. Ludzie przychodzą, płacą, zdają, wychodzą. Koniec tematu. Ale...
czy faktycznie potrafią?
No staraliśmy się pod tym kątem zerknąć na nasze, dwudniowe kursy. Co by tu skrócić?
Same wykłady - przepisy, locja, ratownictwo, proste węzły - to już cały dzień. Drugi dzień to manewrówka i egzamin a i tak ludzie narzekają, że mało pływają. Jak zatem jeszcze skrócić taki kurs?
Myśleliśmy, myśleliśmy i wymyśliliśmy!
My tego nie potrafimy. Nie wiemy co wybrać mniej ważnego ze wszystkich tych ważnych rzeczy, które trzeba przekazać w trakcie kursu. No trudno.
Musimy ten temat pozostawić tym, którzy całą tę wiedzę potrafią przekazać w formie pigułkowej, niczym czytane w telewizji "skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą".
My skupimy się na tym, co robimy najlepiej, czyli przekazywaniu wiedzy tym, którzy naprawdę chcą się nauczyć w trakcie całodziennych wykładów i manewrów na wodzie. Wydaje nam się, że nauka na RIBie wyposażonym w 150 konny silnik i satysfakcja z poświęconego na naukę czasu powinna to wynagrodzić.
bo wiecie...
niektóre rzeczy są tylko dla orłów! ;)
Robiliśmy przegląd konkurencji i wpadliśmy na ciekawy temat - JEDNODNIOWE KURSY MOTOROWODNE.
Jednego dnia zaliczasz wykłady, manewrówkę i zdajesz egzamin.
To jest naturalnie bardzo dobry temat. Ludzie przychodzą, płacą, zdają, wychodzą. Koniec tematu. Ale...
czy faktycznie potrafią?
No staraliśmy się pod tym kątem zerknąć na nasze, dwudniowe kursy. Co by tu skrócić?
Same wykłady - przepisy, locja, ratownictwo, proste węzły - to już cały dzień. Drugi dzień to manewrówka i egzamin a i tak ludzie narzekają, że mało pływają. Jak zatem jeszcze skrócić taki kurs?
Myśleliśmy, myśleliśmy i wymyśliliśmy!
My tego nie potrafimy. Nie wiemy co wybrać mniej ważnego ze wszystkich tych ważnych rzeczy, które trzeba przekazać w trakcie kursu. No trudno.
Musimy ten temat pozostawić tym, którzy całą tę wiedzę potrafią przekazać w formie pigułkowej, niczym czytane w telewizji "skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą".
My skupimy się na tym, co robimy najlepiej, czyli przekazywaniu wiedzy tym, którzy naprawdę chcą się nauczyć w trakcie całodziennych wykładów i manewrów na wodzie. Wydaje nam się, że nauka na RIBie wyposażonym w 150 konny silnik i satysfakcja z poświęconego na naukę czasu powinna to wynagrodzić.
bo wiecie...
niektóre rzeczy są tylko dla orłów! ;)
Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl
sobota, 24 października 2015
LOŻA SZYDERCÓW
Ile razy tak miałeś? Zapływasz do któregoś z mazurskich portów. Miejsce masz już upatrzone, ludzie porozstawiani na cumach, desant gotowy, wszyscy wiedzą co robić, bo z nimi to wcześniej omówiłeś!
Powoli zbliżasz się do kei...
Podpływasz i już widzisz. W miejscu, gdzie planowałeś stanąć powoli zaczynają gromadzić się ludzie. Jak nic - doradcy. Oni wiedzą lepiej, oni znają się bardziej.
Tak jakby tylko czekali na nieszczęśnika, któremu trzeba pomóc w niedoli. Chce tego czy nie. A zatem każdy doradca służy oczywiście dobrą radą i wie najlepiej, co zrobić, żebyś zaparkował tak, jak trzeba.
Płyniesz... małe obroty, toczysz się. A tu już pierwszy nie wytrzymuje - bardziej w lewo! Drugi wtóruje "Pan rzuci cumę!", kolejny "złap najpierw boje!" itd., itd.
Oczywiście cały Twój misterny plan bierze w łeb, bo już załoga zamiast słuchać Ciebie, słucha Loży! I sprawdza... Dobrze robisz? A może jednak Twoje manewry były źle zaplanowane?
NIEISTOTNE!
Pamiętaj - jak Cię Loża na kei wita, przywitaj się i rób swoje. To Ty tu dowodzisz, to Ty trzymasz ster w ręku. Załoga także w ciszy i spokoju ma wykonywać to, co zaplanowaliście.
I nawet jeśli manewry nie wychodzą tak, jak trzeba (jak ktoś Cię obserwuje to zawsze coś musi wyjść nie tak! tak to już jest ;) , niech loża wie, że ich pokrzykiwania nic nie wnoszą, że są Ci obojętne.
Każdy manewr można powtórzyć. Ważne, żeby nie dać się wciągnąć w dyskusje z Lożą a robić swoje. W ciszy i spokoju, nie dając się wciągnąć w ten chaos, który zazwyczaj powstaje, gdy loża zbiera się na kei.
Wszystkie Loże to fajne chłopaki, ale lepiej jak siedzą cicho i nie przeszkadzają ;)
Powoli zbliżasz się do kei...
Podpływasz i już widzisz. W miejscu, gdzie planowałeś stanąć powoli zaczynają gromadzić się ludzie. Jak nic - doradcy. Oni wiedzą lepiej, oni znają się bardziej.
Tak jakby tylko czekali na nieszczęśnika, któremu trzeba pomóc w niedoli. Chce tego czy nie. A zatem każdy doradca służy oczywiście dobrą radą i wie najlepiej, co zrobić, żebyś zaparkował tak, jak trzeba.
Płyniesz... małe obroty, toczysz się. A tu już pierwszy nie wytrzymuje - bardziej w lewo! Drugi wtóruje "Pan rzuci cumę!", kolejny "złap najpierw boje!" itd., itd.
Oczywiście cały Twój misterny plan bierze w łeb, bo już załoga zamiast słuchać Ciebie, słucha Loży! I sprawdza... Dobrze robisz? A może jednak Twoje manewry były źle zaplanowane?
NIEISTOTNE!
Pamiętaj - jak Cię Loża na kei wita, przywitaj się i rób swoje. To Ty tu dowodzisz, to Ty trzymasz ster w ręku. Załoga także w ciszy i spokoju ma wykonywać to, co zaplanowaliście.
I nawet jeśli manewry nie wychodzą tak, jak trzeba (jak ktoś Cię obserwuje to zawsze coś musi wyjść nie tak! tak to już jest ;) , niech loża wie, że ich pokrzykiwania nic nie wnoszą, że są Ci obojętne.
Każdy manewr można powtórzyć. Ważne, żeby nie dać się wciągnąć w dyskusje z Lożą a robić swoje. W ciszy i spokoju, nie dając się wciągnąć w ten chaos, który zazwyczaj powstaje, gdy loża zbiera się na kei.
Wszystkie Loże to fajne chłopaki, ale lepiej jak siedzą cicho i nie przeszkadzają ;)
Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl
czwartek, 22 października 2015
Z MASZTEM NA STOPA
Udało się! blog działa! a zatem do dzieła!
Z MASZTEM NA STOPA
Witajcie żeglarze i szczury lądowe z aspiracjami! To nasz pierwszy poważny wpis na blogu i zastanawiamy się od czego zacząć, aby nie zanudzić na wstępie...
To może najpierw się przedstawimy.
Jesteśmy firmą od lat związaną z żeglarstwem. Założyciel Sztorm Grupy pływa już od 2 roku życia. Mniej lub bardziej świadomie, ale jednak od drugiego roku życia. Wodę ma zatem we krwi od pieluchy!
Słodkosprawcą tego zamieszania jest rzecz jasna ojciec, który spędzał każdą wolną chwilę budując kolejne jachty dla siebie i dla rodziny. I pływając na nich później, rzecz jasna! Budując jeden z takich jachtów, a było to w latach 70tych, Pan Ryszard stanął przed wyzwaniem zdobycia dość istotnego elementu wyposażenia a mianowicie - masztu. Okazało się, ze jedyne miejsce, gdzie można zdobyć coś takiego to Warszawa.
Pan Ryszard wsiadł zatem w Pekaes i wyruszył w drogę po rzeczony maszt.
Dojechał. Kupił. Masz na plecy zarzucił. Wraca. Okazało się jednak, ze do Pekaesu masztu nie zapakuje. Niewiele myśląc, stanął zatem na drodze krajowej numer 61 i zaczął machać. I tak z masztem do domu na stopa wrócił!
Dla chcącego nic trudnego, jak to mówią. Słyszeliśmy, że onegdaj ludzie z krową na stopa potrafili jeździć. Maszt nie krowa, mleka nie daje, ale swój urok i poważne zadanie niewątpliwie ma!
Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl
Witamy serdecznie, to nasz pierwszy wpis! testujemy jak to dziala... :)
Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)







