piątek, 30 października 2015

JEDNODNIOWY KURS MOTOROWODNY

Zastanawialiśmy się ostatnio nad poszerzeniem naszej oferty.
Robiliśmy przegląd konkurencji i wpadliśmy na ciekawy temat - JEDNODNIOWE KURSY MOTOROWODNE.
Jednego dnia zaliczasz wykłady, manewrówkę i zdajesz egzamin.
To jest naturalnie bardzo dobry temat. Ludzie przychodzą, płacą, zdają, wychodzą. Koniec tematu. Ale...
czy faktycznie potrafią?
No staraliśmy się pod tym kątem zerknąć na nasze, dwudniowe kursy. Co by tu skrócić?
Same wykłady - przepisy, locja, ratownictwo, proste węzły - to już cały dzień. Drugi dzień to manewrówka i egzamin a i tak ludzie narzekają, że mało pływają. Jak zatem jeszcze skrócić taki kurs?
Myśleliśmy, myśleliśmy i wymyśliliśmy!
My tego nie potrafimy. Nie wiemy co wybrać mniej ważnego ze wszystkich tych ważnych rzeczy, które trzeba przekazać w trakcie kursu. No trudno.
Musimy ten temat pozostawić tym, którzy całą tę wiedzę potrafią przekazać w formie pigułkowej, niczym czytane w telewizji "skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą".
My skupimy się na tym, co robimy najlepiej, czyli przekazywaniu wiedzy tym, którzy naprawdę chcą się nauczyć w trakcie całodziennych wykładów i manewrów na wodzie. Wydaje nam się, że nauka na RIBie wyposażonym w 150 konny silnik i satysfakcja z poświęconego na naukę czasu powinna to wynagrodzić.
bo wiecie...
niektóre rzeczy są tylko dla orłów! ;)
 
Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl

sobota, 24 października 2015

LOŻA SZYDERCÓW

Ile razy tak miałeś? Zapływasz do któregoś z mazurskich portów. Miejsce masz już upatrzone, ludzie porozstawiani na cumach, desant gotowy, wszyscy wiedzą co robić, bo z nimi to wcześniej omówiłeś!
Powoli zbliżasz się do kei...
Podpływasz i już widzisz. W miejscu, gdzie planowałeś stanąć powoli zaczynają gromadzić się ludzie. Jak nic - doradcy. Oni wiedzą lepiej, oni znają się bardziej.
Tak jakby tylko czekali na nieszczęśnika, któremu trzeba pomóc w niedoli. Chce tego czy nie. A zatem każdy doradca służy oczywiście dobrą radą i wie najlepiej, co zrobić, żebyś zaparkował tak, jak trzeba.
Płyniesz... małe obroty, toczysz się. A tu już pierwszy nie wytrzymuje - bardziej w lewo! Drugi wtóruje "Pan rzuci cumę!", kolejny "złap najpierw boje!" itd., itd.
Oczywiście cały Twój misterny plan bierze w łeb, bo już załoga zamiast słuchać Ciebie, słucha Loży! I sprawdza... Dobrze robisz? A może jednak Twoje manewry były źle zaplanowane?
NIEISTOTNE!
Pamiętaj - jak Cię Loża na kei wita, przywitaj się i rób swoje. To Ty tu dowodzisz, to Ty trzymasz ster w ręku. Załoga także w ciszy i spokoju ma wykonywać to, co zaplanowaliście.
I nawet jeśli manewry nie wychodzą tak, jak trzeba (jak ktoś Cię obserwuje to zawsze coś musi wyjść nie tak! tak to już jest ;) , niech loża wie, że ich pokrzykiwania nic nie wnoszą, że są Ci obojętne.
Każdy manewr można powtórzyć. Ważne, żeby nie dać się wciągnąć w dyskusje z Lożą a robić swoje. W ciszy i spokoju, nie dając się wciągnąć w ten chaos, który zazwyczaj powstaje, gdy loża zbiera się na kei.
Wszystkie Loże to fajne chłopaki, ale lepiej jak siedzą cicho i nie przeszkadzają ;)
 
Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl

czwartek, 22 października 2015

Z MASZTEM NA STOPA

Udało się! blog działa! a zatem do dzieła!

Z MASZTEM NA STOPA

Witajcie żeglarze i szczury lądowe z aspiracjami! To nasz pierwszy poważny wpis na blogu i zastanawiamy się od czego zacząć, aby nie zanudzić na wstępie...
To może najpierw się przedstawimy.
Jesteśmy firmą od lat związaną z żeglarstwem. Założyciel Sztorm Grupy pływa już od 2 roku życia. Mniej lub bardziej świadomie, ale jednak od drugiego roku życia. Wodę ma zatem we krwi od pieluchy!
Słodkosprawcą tego zamieszania jest rzecz jasna ojciec, który spędzał każdą wolną chwilę budując kolejne jachty dla siebie i dla rodziny. I pływając na nich później, rzecz jasna! Budując jeden z takich jachtów, a było to w latach 70tych, Pan Ryszard stanął przed wyzwaniem zdobycia dość istotnego elementu wyposażenia a mianowicie - masztu. Okazało się, ze jedyne miejsce, gdzie można zdobyć coś takiego to Warszawa.
Pan Ryszard wsiadł zatem w Pekaes i wyruszył w drogę po rzeczony maszt.
Dojechał. Kupił. Masz na plecy zarzucił. Wraca. Okazało się jednak, ze do Pekaesu masztu nie zapakuje. Niewiele myśląc, stanął zatem na drodze krajowej numer 61 i zaczął machać. I tak z masztem do domu na stopa wrócił!
Dla chcącego nic trudnego, jak to mówią. Słyszeliśmy, że onegdaj ludzie z krową na stopa potrafili jeździć. Maszt nie krowa, mleka nie daje, ale swój urok i poważne zadanie niewątpliwie ma!

Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl
Witamy serdecznie, to nasz pierwszy wpis! testujemy jak to dziala... :)
 
Witaj na pokładzie! www.sztormgrupa.pl